Cenzura lekarstwem
dodano: 04.11.2009 r.
Główny Inspektor Farmaceutyczny ingeruje w teksty dziennikarskie, bo uważa je za reklamy.
Jak informuje "Press" Główny Inspektor Farmaceutyczny dopatrzył się reklamy leku w informacji przygotowanej przez dziennikarza - w dodatku „Zdrowie i Uroda" do „Gazety Wyborczej". Nakazał zaprzestania „prowadzenia niezgodnej z obowiązującymi przepisami reklamy produktów leczniczych". Broniąc się przed ingerencją GIF, przedstawiciele gazety tłumaczyli, że ocena tekstu redakcyjnego nie podlega prawu farmaceutycznemu, tylko prasowemu. Przypominali też, że wolność prasy gwarantuje konstytucja. Jednak Główny Inspektor Farmaceutyczny postanowił ocenzurować prasę. To już druga w tym roku jego ingerencja w tekst dziennikarski. Pierwsza dotyczyła „Przyjaciółki".
GIF: to reklama
Zastrzeżenia GIF wzbudziły dwie notatki z 25 czerwca br. w „GW" w rubryce „W skrócie". Pierwsza brzmiała: „Stoperan hamuje nasilone ruchy jelit, a także zwiększa wchłanianie wody. Wskutek tego spowalnia pasaż jelitowy, zmniejsza częstość i liczbę wypróżnień. Lek zmniejsza również straty wody i elektrolitów występujące w przebiegu biegunki, co oddala niebezpieczeństwo odwodnienia organizmu". Druga informowała, że Septolete, przeciwdziałając poważniejszym infekcjom, łagodzi ból i stan zapalny gardła oraz ma przyjemny i odświeżający smak. Pod obiema widniały formułki dotyczące konieczności zapoznania się z ulotką bądź skonsultowania z lekarzem lub farmaceutą. GIF twierdzi, że takie treści umieszczane są właśnie w reklamach. Ponadto, zdaniem inspektora, o promocyjnym charakterze notatek świadczy „barwna wizualizacja produktu", czyli zdjęcia opakowań.
Ten argument dziwi wielu redaktorów. - Informacja musi być zilustrowana - mówi Anna Mandes-Tarassov, redaktor naczelna „Samego Zdrowia". Ten sam zarzut dotyczący wizualizacji produktu zastosował GIF, wydając 15 maja podobną decyzję wobec „Przyjaciółki", kiedy informacje o lekach Etopiryna, Iberogast i Erazaban uznał za reklamy. Zdaniem GIF o ich promocyjnym charakterze miał świadczyć też nagłówek rubryki „Hity z apteki", tytuły: „Niech nie boli", „Ulga dla żołądka" oraz „Sposób na opryszczkę" zostały zaś uznane za hasła reklamowe. Inspektor zakwestionował także wstęp do rubryki:, Jeśli nie dolega ci nic poważnego, możesz kurować się sama. By ułatwić ci to zadanie, prezentujemy leki dostępne bez recepty". Jego zdaniem miał on ewidentnie charakter zachęcający do kupna produktu.
- Zastosowaliśmy się do decyzji GIF i wykreśliliśmy wstęp. Zmieniliśmy też tytuł rubryki na „Prosto z apteki" - mówi Urszula Zubczyńska, redaktor naczelna „Przyjaciółki". Przyznaje jednak, że oceniała tę ingerencję jako dość daleko idącą. - Wydawało nam się jednak, że zmiany zasad dotyczą całego rynku prasy - dodaje. Jej przypuszczenia są zrozumiale, bo przecież podobne informacje o lekach są publikowane m.in. w „Świecie Kobiety", „Naj", „Pani Domu", „Samym Zdrowiu", „Dobrych Radach", „Żyjmy dłużej", „Super Linii", „Hot Moda & Shopping", „Party", ale także w dodatku do „Faktu" „Gwiazdy".
- Przestrzegamy prawa, które nie pozwala na podawanie nazw leków sprzedawanych na receptę. Ale inne leki, z tego, co wiem, nie podlegaj ą takim ograniczeniom - mówi Anna Mandes-Tarassov z „Samego Zdrowia". I wyjaśnia, że sugeruje się przepisami regulującymi reklamowanie leków, mimo że nie dotyczą tekstów redakcyjnych. - Jeśli bowiem ustawodawca uznał, że nie należy reklamować leków recepturowych, to my taką argumentację stosujemy, pisząc teksty poradnikowe. Tak też radzą nam postępować lekarze, którzy konsultują nasze teksty - dodaje Mandes-Tarassov.
Jak nie pisać, pisząc
Można się zastanawiać, czy za informacjami o lekach nie ma po prostu kryptoreklamy.
- A czy recenzje książek w gazetach to kryptoreklama? Czy magazyny wnętrzarskie, które opisują elementy wystroju domu, powinny zostać zamknięte? - ripostuje Mandes-Tarassov. Zapewnia, że przy przygotowywaniu informacji o nowościach z apteki jej dziennikarze i redaktorzy kierują się zasadą użyteczności dla czytelnika, a nie chęcią reklamowania. Podkreśla, że prawnicy, z którymi się konsultowała po decyzji GIF w sprawie Agory, mówią, że dotychczasowy sposób pisania o lekach w „Samym Zdrowiu" jest właściwy. - Przygotowujemy informacje pod kątem czytelnika i tego, czego on chce się dowiedzieć, a nie producenta. Zdaniem naszych prawników to przesłanka, która przesądza o tym, że nasze informacje nie są reklamami - mówi naczelna „Samego Zdrowia".
Informacja o decyzji GIF dotarła też do redakcji „Pani Domu", która ma rubrykę „Nasza domowa apteczka". - Tam prezentujemy informacje o nowych lekach na rynku - mówi redaktor naczelna Ewa Wagner. - W dłuższych tekstach staraliśmy się zawsze prezentować pełne spektrum specyfików, na przykład leczących katar. Zastanawiamy się, jak teraz można pisać o lekach - dodaje. Podkreślą jednak, że „Pani Domu" wkrótce zmieni właściciela - będzie wydawana przez Edipresse, wydawcę m.in. „Przyjaciółki", dlatego to nowe władze redakcji będą musiały rozstrzygnąć ten problem.
Dla wielu redaktorów temat jest tak drażliwy, że nie chcą o nim rozmawiać i odsyłają do PR-owców. O kontakt z szefem działu PR wydawnictwa Bauer poprosiła m.in. redaktor naczelna „Świata Kobiety" Wanda Biernacka-Conrad. Podobnie zareagowano w „Naj". Od Magdaleny Bulery, rzeczniczki prasowej G+J, wydawcy „Naj", usłyszeliśmy: - Zapewniamy, że wszystkie materiały redakcyjne przygotowywane są przez naszych dziennikarzy w zgodzie z obowiązującymi przepisami prawa.
Także Agora zapewnia, że jej dziennikarze prawa nie złamali.
- Teksty do rubryki „W skrócie" są opracowywane przez dziennikarzy i powstają między innymi na podstawie treści nadsyłanych do redakcji na adres e-mailowy dostępny dla czytelników, użytkowników produktów oraz ich producentów - tłumaczy Agnieszka Danowska, redaktor naczelna dodatku „Zdrowie i Uroda". Jak zatem wyjaśnić, dlaczego pod spornymi informacjami znalazła się charakterystyczna dla reklamy formułka o konieczności zapoznania się z ulotką lub skonsultowania z lekarzem? - To zdanie miało charakter wyłącznie zapobiegawczy. Uznaliśmy, że z dbałości o czytelników chcemy przypomnieć, że leki nie są specyfikami obojętnymi, a ich stosowanie wymaga zachowania określonych środków ostrożności - przekonuje Danowska.
Wąska granica
Wielu dziennikarzy medycznych przyznaje, że granicę między reklamą a informacją łatwo przekroczyć. - Kiedy w kolorowych czasopismach przeglądam notatki o lekach, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to kryptoreklamy - mówi wieloletnia dziennikarka medyczna. - Firmy PR często zalewają dziennikarzy informacjami nie tylko o samych lekach, ale także o związanych z nimi problemach i chorobach. Trzeba bardzo uważać i rozważyć, czy dany produkt rzeczywiście jest wart opisywania - dodaje.
Marek Nowicki, dziennikarz TVN, poproszony o skomentowanie zakwestionowanej przez GIF publikacji w „GW", przyznaje: - Ta formułka mówiąca o konieczności zapoznania się z ulotką rzeczywiście wygląda na jakąś formę reklamy. Poza tym omawiane leki nie zostały porównane z innymi. Informacja jest więc niepełna.
Nowicki nie zgadza się jednak z opinią GIF, że zilustrowanie tekstu kolorowym zdjęciem leku pozwala uznać taki materiał za reklamę. Przypomina, że kiedy na rynku pojawiła się viagra, przygotowywał o niej materiał. - Pokazywałem niebieskie tabletki, mówiłem, jakie mają zastosowanie. I nie uważam tego za reklamę. Pojawienie się viagry było przecież pewnym epokowym wydarzeniem. Chociaż, gdybym dziś zrobił materiał o viagrze, nie porównując jej z innymi lekami, nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś posądził mnie o reklamę - przyznaje Nowicki. Jego zdaniem, żeby rozstrzygnąć, czy coś jest kryptoreklamą, czy też nie, trzeba zbadać intencje redakcji. Według Pawła Walewskiego z „Polityki", by ustrzec się od zarzutu kryptoreklamy, dziennikarz powinien pamiętać o przestrogach dla czytelników, jakie zagrożenia lub ograniczenia wiążą się z przyjmowaniem konkretnych lekarstw. - Bez tego zaznaczenia, moim zdaniem, informacja zawsze będzie niepełna lub będzie nosiła znamiona reklamy - uważa Walewski.
Efekt schłodzenia
Wielu prawników zapytanych, czy w przypadku „Gazety Wyborczej" GIF miał prawo ingerować w tekst redakcyjny, uznaje jego argumenty. Patrycja Szot i Katarzyna Zbierska, specjalizujące się m.in. w reklamie, podkreślają, że kupno pary nowych butów pod wpływem impulsu z akcji promocyjnej ma inną rangę niż zakup farmaceutyku. Dlatego wszelka informacja o lekach musi spełniać odpowiednie wymagania co do treści, charakteru i kontroli nad rozpowszechnianiem tej informacji.
Ich zdaniem w tym przypadku prawo farmaceutyczne może być nadrzędne wobec prawa prasowego. - Chodzi bowiem o materiał szczególny, mający wpływ na stosowanie produktów > leczniczych - tłumaczy Patrycja Szot. Wydawca, nie chcąc się narażać na zarzut reklamowania leku, powinien zatem publikować teksty redakcyjne pozbawione jakichkolwiek zdań oceniających. Jednak Grzegorz Pacek, prawnik zajmujący się m.in. prawem farmaceutycznym i prawem własności intelektualnej, obawia się, że tak rygorystyczne podejście może doprowadzić do tzw. efektu schłodzenia. - Redakcje mogą przestać dostarczać czytelnikom informacji o lekach, co - paradoksalnie - postawi ich w gorszej sytuacji, niż chciałyby tego organy władzy. Ze strony GIF możemy mieć tu do czynienia z nadgorliwością i swoistą urzędniczą przypadłością szukania dziury w całym - dodaje Pacek.
Rzeczywiście, niektórzy dziennikarze zastanawiają się, czy w ogóle teraz powinni pisać o lekach. - Często przed wakacjami przygotowujemy artykuł o tym, co zapakować do walizki. Czy takie teksty nie będą się już mogły ukazywać? - martwi się dziennikarka działu poradnikowego jednego z dzienników.
Jeszcze większy problem mogą mieć gazety kolorowe.
- W przypadku naszego tytułu, skupionego na tematyce zdrowia i urody, zakaz informowania o lekach byłby bardzo zubożaj ący - mówi redaktor naczelna „Samego Zdrowia". - Czy będzie mamy pisać o lekach jedynie krytycznie, żeby nie narazić się na zarzut reklamy? - pyta.
Na razie nie wiadomo, czy GIF zamierza szukać reklam w tekstach redakcyjnych wszystkich tytułów. Na pytanie, czy będzie wydawać decyzje w stosunku do innych wydawców, którzy zamieszczają informacje o lekach, otrzymaliśmy dość enigmatyczną odpowiedź na piśmie: „Główny Inspektor Farmaceutyczny realizując powierzone mu przez ustawę - Prawo Farmaceutyczne zadania nadzoru nad przestrzeganiem przepisów w zakresie reklamy produktów leczniczych podejmuje stosowne działania w wielu przypadkach w ramach przyznanych mu kompetencji. Przywołana decyzja Głównego Inspektora Farmaceutycznego dotyczy reklamy produktów leczniczych Septolete i Stoperan, które ukazały się w »Gazecie Wyborczej«, co nie oznacza, że Główny Inspektor Farmaceutyczny nie podejmuje działań w odniesieniu do innych reklam, jeśli naruszają one obowiązujące przepisy".
Wynika z tego jasno tylko jedno: GIF upiera się, że nie ingeruje w tekst redakcyjny, tylko w reklamę. Spytaliśmy więc inspektora, czy ma prawo sam rozstrzygać, który tekst redakcyjny jest reklamą. Niestety, w odpowiedzi Zofia Ulz, główny inspektor farmaceutyczny, poinformowała nas tylko, że reprezentowany przez nią urząd „jest organem administracji publicznej, który rozstrzyga sprawę w zakresie merytorycznym przez wydanie decyzji administracyjnej. Od decyzji wydanej w I instancji przysługuje wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy. Na decyzję wydaną w II instancji przysługuje stronie skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Następnie od wyroku WSA w Warszawie można wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego".
Droga sądowa
GIF powołuje się też na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z czerwca br. Sprawa dotyczy duńskiego dziennikarza, który zamieścił na stronie internetowej informację o leku, niedopuszczonym do obrotu w Danii. On też tłumaczył, że jego informacja nie jest reklamą. Jednak Legemiddelstyrelsen, czyli duński odpowiednik GIF, nakazał mu zaprzestania reklamowania specyfiku. Argumentował, że nie można reklamować leku, który nie jest dopuszczony do obrotu na terenie danego kraju. Dziennikarz zwrócił się do sądu, a sąd poprosił o pomoc trybunał.
Ten stwierdził, że za reklamę może być uznane rozpowszechnianie informacji o lekach przez osobę trzecią, nawet jeśli ta osoba działa z własnej inicjatywy i w sposób niezależny od producenta. O tym, co jest reklamą, a co nią nie jest, ma za każdym razem decydować sąd.
Doktor Piotr Wawrzyk z Katedry Europeistyki Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że orzeczenia europejskiego Trybunału Sprawiedliwości są wiążące dla krajów członkowskich. Jego zdaniem w sprawie materiału Agory GIF może mieć rację -jeśli są w nim elementy reklamy. - Jednakże każdy taki materiał musi być rozpatrywany indywidualnie - zastrzega Wawrzyk.
Podobnego zdania jest adwokat Katarzyna Zbierska. Podkreśla, że GIF zastosował rygorystyczną interpretację pojęcia reklamy, zgodną jednak z orzecznictwem europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
- Obecna linia orzecznicza idzie więc w kierunku uznania, że pobudki, którymi kieruje się autor informacji o leku, nie mająznaczenia dla oceny z punktu widzenia rygorów reklamy w sektorze farmaceutycznym. Rozstrzygający jest fakt wywołania przychylnego nastawienia do produktu po zapoznaniu się z informacją - podkreśla Zbierska.
Ten spór może rozstrzygnąć tylko sąd. Agora nie chciała jednak zdradzić, czy wybierze drogę sądową.
- To tajemnica spółki - poinformowała nas rzeczniczka wydawnictwa Urszula Strych.
Od czasu otrzymania decyzji GIF w rubryce „W skrócie" w dodatku „Zdrowie i Uroda" informacje o lekach już się nie ukazują.
____________________
Wykorzystano: Cenzura lekarstwem
Data publikacji: 3-11-2009
Źródło: www.informacje.farmacja.pl